niedziela, 4 marca 2012

Pokolenie Disco Polo part 1


Uwaga! Czy mnie słychać?

          Mamy początek Marca. Pierwsze słoneczne dni, życie jakby budzi się po zimowym śnie. Parę stopni na plusie i już co drugi Polak by chciał wyciągnąć sandały i białe skarpetki (ewentualnie jeśli chodzi o płeć przeciwną to założyć spódniczkę i podciągnąć stringi tak mocno jak się ta, byle zasłonić tatuaż nad pośladkami). Wszystko takie schematyczne, ale zaraz czegoś mi brakuje? Chwileczkę...hmm, pomyślmy. Lans w okularach przeciwsłonecznych - jest, wykupywanie kiełbasy w Biedronce na grila - obecne. To czego mi brakuje? Zrozumiałem wszystko dopiero gdy wychodząc z domu zobaczyłem zdumiewającą sytuację.
         Chłopiec w wieku około 8-10 lat (troszkę grubawy, ale na początku to nie miało znaczenia) biegł ile sił, dyszał jak Pudzian walczący z kolejnym weteranem MMA (dla milionów rodaków wielka podnieta, że nasz Hercules kładzie kolejnego przeciwnika, a to że ten "przeciwnik" jest kompletnym noł-nejmem w swoim kraju to się nie liczy wcale, ale cóż jak mawia najsilniejszy człowiek na ziemi - "Kij wam oko"). Nic nadzwyczajnego biegnie sobie grubasek. Dopiero jak mój sokoli wzrok Steviego Wondera ujrzał co ten dzieciak miał w ręce to osłupiałem. Miał on w ręce plik płyt z grami komputerowymi. Wydaje mi się, że miedzy jego serdelkowatymi palcami zdawał się rysować napis "Call of Duty"(dla nie wtajemniczonych taka gra gdzie marnujesz naboje na zabijanie szwabów albo ruskich, kto co woli). Wtedy zrozumiałem... CDN!

1 komentarz:

  1. Haha znam kilka osób, które nie wiedzą co to DragonBall (i są normalni), ale nie znam nikogo kto nie ganiał jak głupi do 22 i udawał, że nie słyszy wołania matki czy ojca :)

    Fajnie napisane

    OdpowiedzUsuń