czwartek, 29 marca 2012

Świat schodzi na psy?

Uwaga! Czy mnie słychać?
       
          Podobno trzeba regularnie karmić swojego bloga, bo inaczej zdechnie i stanie się zombie (tak, a człowiek człowiekowi wilkiem, hmm...a zombie zombie zombie?). Ja postanowiłem, że nie będę pisał jeśli nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Jak ktoś chce regularny stos bzdur polecam włączyć TV. Uważam, że chociaż w ten sposób będę fair wobec ludzi, którzy czytają ten pseudopamiętniczek. Ale nie o tym mowa, więc przejdźmy do sedna. Na początek to co stało się bodźcem do napisania tego postu. Skosztujcie:


(...)Commando zamiast zbawić świat, zrujnował Kalifornie
Rambo uciekł przed śmiercią, ale nie przed botoxem.
Pamiętasz z Panem Kleksem, przygody w kosmosie?
 Spójrz, jebany dzisiaj wciska kredyty na procent(...)



           Jest to tekst z piosenki "Wychowani w Polsce", autorem tego urywku jest OSTR (jakby ktoś nie wiedział - taki raper z miasta Łodzi, czołówka polskiego HH). Dlaczego akurat to? Ostatnio dużo się mówi na temat filmów, które nie dawno pojawiły się w kinach. Mowa tu o filmie "Kac Wawa" (nie wcale to nie jest zjechane z "Kac Vegas", myśmy byli pierwsi i w ogóle, ale nie mieliśmy wcześniej pieniędzy na to, a ci głupi jankesi od nas to zerżnęli) oraz "Hans Kloss - Stawka większa niż śmierć". Nie jestem jakimś znawcą i może nie mam gustu, ale trochę filmów w życiu widziałem. Na myśli przychodzi mi tylko jedno - Czy już moi rodacy nie mają pomysłów na filmy? Zaczynam się bać i wydaje mi się, że nie jestem w tym sam (trolle i hejterzy wszystkich krajów - łączmy się!), ale coś złego staje się ze światem wkoło. Może to tylko platoniczna miłość do starych czasów w stylu z "O północy w Paryżu" (tam był taki motyw, że zawsze się tęskni za tym co było wcześniej i tak jak ktoś uważa, iż powiedzmy lata 90' były lepsze niż teraz, tak ktoś za 20 lat będzie uważał, że kiedyś było lepiej, a tak w ogóle to polecam film, stary dobry Woody Allen). Ktoś powie, że generalizuję. Może trochę tak, za co przepraszam, bo ostatni okres był obfity w dobre polskie produkcje ( niedowiarków odsyłam to takich pozycji jak "W ciemności", "Sala samobójców, "Baby są jakieś inne", "Róża" czy choćby "Kret"). Jednak jak Polak chce to potrafi! Może nie jestem zbyt odkrywczy, ale odgrzewanie "legend" albo "ściąganie" pomysłów od przyjaciół zza oceanu jest strzałem w głowę ( w przypadku tych dwóch filmów to strzał w głowę, kolano, piętę i dobitka tasakiem w plecy).
           No cóż, może trochę przynudzam i może mylę się z prawdą. Najwyżej nie dostane rozgrzeszenia. Może staram się być "wielce oświeconym", ale coś mi mówi, że jeśli to już wkurza zwykłego szarego studenta z Katowic to musi być coś na rzeczy ( i-o i-o i-o i-o, Huston mamy problem). Wole być zaściankowy, grać całe życie w stare dobre "Heroes III", oglądać setny raz "Powrót do przyszłości" i podśpiewywać pod nosem soundtrack z "Indiana Jones" (tuturutu tu tu tu tuturutu tuuuu tu tuuuuuu), ale od klasyków wara drogi producencie bo jak mówi klasyk - "W ryj dać mogę dać"!


Bez odbioru!

PS: Polecam kliknąć sobie w Youtube, tam, tam na dole:) Post niżej!

Suplement


Taki mały most pomiędzy ostatni wpisem a aktualnym.

niedziela, 4 marca 2012

Pokolenie Disco Polo part 2

            Brakowało mi w te słoneczne dni tłumów dzieciaków przed blokiem. Synków biegających z kijami, dziewczynek grających w klasy czy też czeszących lalki(niektórzy chłopcy też to robili, ale raczej po kryjomu, bo kiedyś bycie miłośnikiem tzw. "schylania się po mydło" nie było takie fajne jak teraz). Brakowało mi watahy graczy piłkarskich w koszulkach z napisem: "ZIDANE", "FIGO" czy chociaż naszego "OLISADEBE". Kiedyś do szczęścia wystarczyło trochę wyobraźni, szczypta emocji związanych z nowym odcinkiem Dragon Ball (dobra jeśli nie wiesz co to jest Dragon Ball to nie czytaj dalej, po prostu wyłącz komputer i rzuć się w płomienie) i chęci do pokazania kto jest mistrzem "podchodów"(P-O-D-C-H-O-D-Ó-W, dobrze napisałem. Uff, a już się bałem, że zjadłem pierwszą literkę). W czasach gdy w niedzielne poranki zbierały się całe rodziny aby obejrzeć Disco Polo Relaks, wystarczył kaptur i kij żeby być prawdziwym Jedi (tego też nie wybacze jeśli drogi i kochany czytelniku nie wiesz kto to Jedi). Gdzieś to wszystko zniknęło.
            Dzisiejsze dzieciaki siedzą przed komputerami lub objadają się wpatrzone w ekrany telewizorów HD. Zabrakło tych emocji, tych relacji. Kiedyś większą frajdę sprawiało strzelenie komuś w czoło z pukawki (naciągasz balon na wyciętą z butelki plastikowej szyjkę, ładujesz do środka co wlezie, naciągasz jak w procy i już masz shotgun'a jak trzeba) niż pokonanie go w milionowym lewelu gry, której nazwy nawet nie umiem wypowiedzieć. Teraz jest Facebook, Internet, HD, a "osiedlowi gangesterzy" przed którymi każdy dzieciak trząsł gaciami (żeby tylko nie wsadzili głowy to kibla, żeby tylko nie wsadzili, niech wezmą moje drugie śniadanie i sobie pójdą) mają teraz żony, dzieci i podbijają karty o 6 rano na Koksowni. Nachodzi mnie jedna myśl. Jeśli z mojego pokolenia ludzi ganiających na dworze dopóki mama nie wykrzyczy twojego imienia (ale to było piękne, przychodziła 22 i jak salwa armat leciały nieśmiertelne komendy z balkonów - Łukasz do domu! Stefan do domu! Martyna do domu! Michał do domu! Kasia do domu! I tyle ile imion w słowniku tyle krzyków wybrzmiewało w blokowiskach) wyrosli tacy ludzie to strach pomyśleć co wyrośnie z dzieci zamniętych w swoich pokojach.
          Trochę powiało narzekaniem i starością, ale trochę sensu w tym jest(chyba).W sumie sam siedzę w "klatce XXI wieku", czego dowodem jest ten post, ale jak mawiał klasyk z reklamy Coca-Coli: "Kto powiedział, że kiedyś było lepiej?". Tak toczy się wojna pomiędzy "pokoleniem Disco Polo" i "dziećmi Neostrady".

Bez odbioru!



PS: troszku dużo mi się napisało, ale jakoś tak mnie poniosło, bo "jak już się bawić to się bawić, drzwi..." no wiecie o co chodzi:)
PS2: wgl nie wiem czy coś takiego jest jak PS2, ale dobra - klasycznie przepraszam za łamanie zasad blogowania i interpunkcji, musicie wybaczyć:)

Pokolenie Disco Polo part 1


Uwaga! Czy mnie słychać?

          Mamy początek Marca. Pierwsze słoneczne dni, życie jakby budzi się po zimowym śnie. Parę stopni na plusie i już co drugi Polak by chciał wyciągnąć sandały i białe skarpetki (ewentualnie jeśli chodzi o płeć przeciwną to założyć spódniczkę i podciągnąć stringi tak mocno jak się ta, byle zasłonić tatuaż nad pośladkami). Wszystko takie schematyczne, ale zaraz czegoś mi brakuje? Chwileczkę...hmm, pomyślmy. Lans w okularach przeciwsłonecznych - jest, wykupywanie kiełbasy w Biedronce na grila - obecne. To czego mi brakuje? Zrozumiałem wszystko dopiero gdy wychodząc z domu zobaczyłem zdumiewającą sytuację.
         Chłopiec w wieku około 8-10 lat (troszkę grubawy, ale na początku to nie miało znaczenia) biegł ile sił, dyszał jak Pudzian walczący z kolejnym weteranem MMA (dla milionów rodaków wielka podnieta, że nasz Hercules kładzie kolejnego przeciwnika, a to że ten "przeciwnik" jest kompletnym noł-nejmem w swoim kraju to się nie liczy wcale, ale cóż jak mawia najsilniejszy człowiek na ziemi - "Kij wam oko"). Nic nadzwyczajnego biegnie sobie grubasek. Dopiero jak mój sokoli wzrok Steviego Wondera ujrzał co ten dzieciak miał w ręce to osłupiałem. Miał on w ręce plik płyt z grami komputerowymi. Wydaje mi się, że miedzy jego serdelkowatymi palcami zdawał się rysować napis "Call of Duty"(dla nie wtajemniczonych taka gra gdzie marnujesz naboje na zabijanie szwabów albo ruskich, kto co woli). Wtedy zrozumiałem... CDN!