niedziela, 4 marca 2012

Pokolenie Disco Polo part 2

            Brakowało mi w te słoneczne dni tłumów dzieciaków przed blokiem. Synków biegających z kijami, dziewczynek grających w klasy czy też czeszących lalki(niektórzy chłopcy też to robili, ale raczej po kryjomu, bo kiedyś bycie miłośnikiem tzw. "schylania się po mydło" nie było takie fajne jak teraz). Brakowało mi watahy graczy piłkarskich w koszulkach z napisem: "ZIDANE", "FIGO" czy chociaż naszego "OLISADEBE". Kiedyś do szczęścia wystarczyło trochę wyobraźni, szczypta emocji związanych z nowym odcinkiem Dragon Ball (dobra jeśli nie wiesz co to jest Dragon Ball to nie czytaj dalej, po prostu wyłącz komputer i rzuć się w płomienie) i chęci do pokazania kto jest mistrzem "podchodów"(P-O-D-C-H-O-D-Ó-W, dobrze napisałem. Uff, a już się bałem, że zjadłem pierwszą literkę). W czasach gdy w niedzielne poranki zbierały się całe rodziny aby obejrzeć Disco Polo Relaks, wystarczył kaptur i kij żeby być prawdziwym Jedi (tego też nie wybacze jeśli drogi i kochany czytelniku nie wiesz kto to Jedi). Gdzieś to wszystko zniknęło.
            Dzisiejsze dzieciaki siedzą przed komputerami lub objadają się wpatrzone w ekrany telewizorów HD. Zabrakło tych emocji, tych relacji. Kiedyś większą frajdę sprawiało strzelenie komuś w czoło z pukawki (naciągasz balon na wyciętą z butelki plastikowej szyjkę, ładujesz do środka co wlezie, naciągasz jak w procy i już masz shotgun'a jak trzeba) niż pokonanie go w milionowym lewelu gry, której nazwy nawet nie umiem wypowiedzieć. Teraz jest Facebook, Internet, HD, a "osiedlowi gangesterzy" przed którymi każdy dzieciak trząsł gaciami (żeby tylko nie wsadzili głowy to kibla, żeby tylko nie wsadzili, niech wezmą moje drugie śniadanie i sobie pójdą) mają teraz żony, dzieci i podbijają karty o 6 rano na Koksowni. Nachodzi mnie jedna myśl. Jeśli z mojego pokolenia ludzi ganiających na dworze dopóki mama nie wykrzyczy twojego imienia (ale to było piękne, przychodziła 22 i jak salwa armat leciały nieśmiertelne komendy z balkonów - Łukasz do domu! Stefan do domu! Martyna do domu! Michał do domu! Kasia do domu! I tyle ile imion w słowniku tyle krzyków wybrzmiewało w blokowiskach) wyrosli tacy ludzie to strach pomyśleć co wyrośnie z dzieci zamniętych w swoich pokojach.
          Trochę powiało narzekaniem i starością, ale trochę sensu w tym jest(chyba).W sumie sam siedzę w "klatce XXI wieku", czego dowodem jest ten post, ale jak mawiał klasyk z reklamy Coca-Coli: "Kto powiedział, że kiedyś było lepiej?". Tak toczy się wojna pomiędzy "pokoleniem Disco Polo" i "dziećmi Neostrady".

Bez odbioru!



PS: troszku dużo mi się napisało, ale jakoś tak mnie poniosło, bo "jak już się bawić to się bawić, drzwi..." no wiecie o co chodzi:)
PS2: wgl nie wiem czy coś takiego jest jak PS2, ale dobra - klasycznie przepraszam za łamanie zasad blogowania i interpunkcji, musicie wybaczyć:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz